Z radości upuszczam dłoń Gabriela i podskakuję, pędząc do boku klatki, gdzie stoi Jacks.
Ale nagle zatrzymuję się jak wryta, potykając o własne nogi, a moje usta wykrzywiają się w surowym grymasie. "Jackson," warczę, prostując się i opierając jedną rękę na biodrze, a drugą wskazując na małą dziewczynkę – młodą kobietę? – trzymaną wysoko w moim miejscu na ramieniu Jacksona. "Co to jest?"
"Przepra






