Droga do domu rodziców zdawała się trwać o wiele dłużej niż zwykle. Skinęłam głową gammom, które czuwały na posterunkach na granicy między Watahą Srebrnego Sierpa a Watahą Czerwonego Księżyca.
Niebo wisiało nisko i było blade, a kołdra z chmur rozpraszała światło, zamieniając je w coś przytłumionego i szarego. Pasowało to do ciężaru, jaki czułam w piersi.
Nawet nie próbowałam pukać. Miałam klucz,






