Z gardzieli wilczycy wydobywa się dudniący śmiech. Crystal przestaje się szarpać, a ja czuję, jak jej futro zaczyna parzyć. Odganiam pozostałych gestem, gdy przemienia się z powrotem w ludzką skórę. Natychmiast zdejmuję kurtkę i okrywam ją. Jej śmiech odbija się echem od ścian, gdy wpatruje się we mnie.
– Nie udaję martwej – poprawia moją kurtkę wokół siebie i siada. – Matko Boska Częstochowska. C






