– Perry – szepczę, wyciągając do niej rękę. Odrzuca mnie od siebie i czuję, jak pulsuje we mnie żar jej wściekłości.
– Celem nigdy nie była ona – mówi kobieta, a ja patrzę, jak Perry traci panowanie. – Potrzebowaliśmy cię żywego, Wasza Wysokość.
Kręcę głową, czując, jak przenika mnie narkotyk. Warkam na nią i pozwalam przejąć kontrolę instynktom. Wyję do wilczycy, a ona odpowiada. Perry obraca się






