Pokój przesłuchań był zimny – z premedytacją, pomyślał Jackson. Siedział tam od godzin, nadgarstki obolałe od kajdanek, podczas gdy detektyw Morrison krążył wokół niego niczym rekin, który wyczuł krew w wodzie. Świetlówki brzęczały nad głową, nieustannie przypominając mu o sterylnym, bezlitosnym otoczeniu, w którym się znalazł.
– Przejdźmy przez to jeszcze raz – powiedział Morrison, upuszczając te






