– To jest ważniejsze.
Brian podniósł się z miejsca. Stojąc w przejściu, zadzwonił do żony, bawiąc się łańcuszkiem przypiętym do szlufki paska, gdy czekał, aż odbierze. Jego rysy złagodniały w sekundzie, w której usłyszał jej głos.
– Czy to oznacza… – powiedział. Jego promienny uśmiech mógł znaczyć tylko tyle, że potwierdziła ich przypuszczenia. – Kiedy? – Przygryzł wargę. – W lipcu? Nie mogę tyle






