Rozdział 24
**Perspektywa Finleya**
Siedzę na kanapie w gabinecie pana Collinsa, podczas gdy on i pan Marshall prowadzą niemą konwersację. Skórzane siedzisko skrzypi, gdy wiercę się niespokojnie, czekając, aż ktoś się odezwie.
Byłem tu już tyle razy, że nie sposób zliczyć. Pewnie wygłosi mi przemowę o dawaniu lepszego przykładu młodszym uczniom i da mi szlaban albo jakieś absurdalne prace domowe.






