Kiedy Sydney po raz pierwszy trafiła do sierocińca, było lato. Miała na sobie delikatną, księżniczkową sukienkę na cienkich ramiączkach. Znamiona innych dzieci były zawsze nieestetyczne – duże, nieregularne pieprzyki lub przebarwienia o dziwnych kształtach.
Tylko jej znamię było inne. Na jej ramieniu widniał bladoróżowy ślad w kształcie motyla. Było piękne, jakby obdarzył ją nim sam wszechświat. N






