Kiedy wchodzimy na salę kinową, panuje w niej półmrok, ale nie ma tłoku; to ten idealny stan pomiędzy, gdy ma się wrażenie, że świat usunął się w cień specjalnie dla nas. Adrian gestem wskazuje na środek.
– Wybrałem najlepsze miejsca – mówi cicho. – Środkowy rząd, sam środek. Będziesz miała idealny widok bez nadwyrężania karku.
– No proszę – droczę się z nim. – Jaki przygotowany.
– Bardzo poważnie






