Perspektywa Lachlana
„Amelia Mallory… Godzina zgonu – 22:45.”
„Nie, Amelio!” Krzyk Bailey odbił się echem po pokoju.
„Nie” – pokój zdawał się walić. „Mojej Amelii nie może…”
Zerwałem się gwałtownie. To był koszmar. Ciepły płyn spływał po moich policzkach i zdałem sobie sprawę, że płakałem. Usiadłem, zastanawiając się, co to do cholery było.
„Lachlan…” – wymamrotała Cassie sennie, obracając się na






