Perspektywa Erica
Nocny wiatr, wdzierający się przez okno w moim gabinecie, sięgające od podłogi do sufitu, w żaden sposób nie zmniejszał mojej frustracji. Poluzowałem krawat i opadłem na skórzany fotel za biurkiem. Niegdyś uporządkowany stół teraz był w rozsypce, zasypany papierami i zszywkami.
Stos starannie ułożonych teczek leżał po mojej prawej stronie, idealnie wyrównany, jedyna uporządkowana






