Stanęła jej na drodze. Mimo to Jane nie krzyknęła na Dosa i resztę, żeby ją stamtąd wygonić. Zamiast tego posłała kobiecie klęczącej na ziemi subtelne spojrzenie i w milczeniu ją oceniła. Nie mogła powstrzymać poczucia absurdu. Co dało tej rozbijającej rodziny odwagę, by podejść do córki prawowitej żony i błagać o litość?
Co dało kochance jej ojca pewność, że z nią, Jane, da się łatwo porozmawiać






