**DOMONIC**
Przygniatając Gabriela swoim ciężarem przy lądowaniu, gdy jego karabin wciąż pluje śmiercią z lufy, ignoruję ogień w klatce piersiowej i napływ krwi, która przesiąka moje futro, by zacisnąć szczęki na jego nadgarstku. Jedno kłapnięcie moich ostrych jak brzytwa zębów i on już niczym nie strzela. Zamiast tego jego broń i dłoń leżą odcięte razem, a jedynym hałasem rywalizującym z wodospad






