Grayson
Isaac siedzi zrezygnowany na tym samym metalowym krześle, gdy wchodzę do kontenera – wciąż dyszy, wciąż tapla się we własnej krwi, moczu i upodleniu.
Smród uderza tym razem ze zdwojoną siłą.
Kwaśny. Metaliczny. Wżera się w gardło jak zgnilizna.
Powstrzymuję odruch wymiotny.
Jezu Chryste.
Ktoś powinien tu wpaść z wybielaczem i miotaczem ognia.
Z trzaskiem zamykam za sobą drzwi, a metaliczny






