Na te słowa smutek w oczach Miriam natychmiast ustąpił.
Spojrzała w lustrze na ojca, który stał za nią. Jej oczy błyszczały determinacją. – Nie żałuję, tato.
– Dobrze się zastanów. – W tym momencie odezwał się Corazon, który siedział na sofie i palił. Dym powoli wydobywał się z jego ust, a jego głęboki i chłodny głos rozbrzmiewał powoli. – Rodzina Johnsonów jest nic nie warta w porównaniu z rodzin






