Sharon
Nie wiem, jak długo siedziałam na tej zimnej kamiennej podłodze po wyjściu Bretta. Czas rozciągał się, pękał, a potem znów się dłużył.
Przygaszone światło sprawiało, że wszystko wydawało się brudne, a powietrze było na tyle wilgotne, że moja skóra stała się lepka. Nadgarstki rwały mnie w okowach łańcuchów. Gardło wciąż piekło od tkaniny, którą wcześniej przycisnął mi do twarzy, a uderzenie






