Pomaganie Cassianowi w chodzeniu przypominało prowadzenie bardzo dużego i bardzo upartego dziecka. Jego ramię opierało się na moich ramionach, a jego kroki były nierówne. Drzwi do jego pokoju były otwarte, a jedno spojrzenie do środka sprawiło, że westchnęłam. Ubrania były rozrzucone wszędzie. Buty leżały w jednym kącie. Jego kurtka zwisała w połowie z krzesła, a w połowie leżała na podłodze. Pocz






