Amanda stała niewzruszenie i w milczeniu, gdy kaznodzieja zanudzał o tym, jak to z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy. Łzy spływały jej po twarzy jedna za drugą, a głowę miała pochyloną, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jej ust.
Nawet gdy patrzyła, jak trumna jej matki jest spuszczana do grobu, nie okazała żadnych zewnętrznych oznak rozpaczy, poza łzami, które nie chciały przestać płynąć






