languageJęzyk

4

Autor: Aeliana Moreau 15 lut 2026

ZIA

Śniłam. Leśny zapach mojego partnera był tak blisko mnie. Nie mogłam go z siebie zrzucić ani się odsunąć.

Elektryczność iskrzyła w moich żyłach, gdy jego szorstkie palce muskały moją skórę. To było odurzające uczucie, które sprawiało, że podkurczałam palce u stóp.

Jego czar był tak intensywny, że nie mogłam nawet skupić się na bólu i w końcu otworzyłam oczy.

Szary sufit spotkał się z moim oszołomionym wzrokiem. Co się stało?

Zanim zdążyłam zadać to pytanie, kilka wspomnień mignęło mi przed oczami. Aiden uderzył mnie za tę lafiryndę! Nie obchodziło go, czy skręcę kark i umrę na miejscu.

Tym ostatnim ciosem Aiden oficjalnie sprawił, że go znienawidziłam. Nie było już odwrotu.

Prychnęłam i usiadłam. Moja ręka powędrowała do głowy, by sprawdzić stan moich obrażeń. Wciąż byłam obolała, ale nie wydawało się, żebym gdzieś krwawiła.

Zapach lasu i whisky znów przejął moje zmysły. Moja ręka opadła wzdłuż boku. Podniosłam głowę i spojrzałam w kierunku zapachu, by znaleźć uderzająco przystojnego mężczyznę siedzącego na fotelu typu uszak w rogu pokoju.

Połowa jego twarzy była ukryta za zasłoną ciemności. Zmrużyłam bolące oczy, a serce podskoczyło mi do gardła.

Był niewiarygodnie przystojny. Jego wyrzeźbiona szczęka, pełne usta i dumny nos wskazywały na perfekcję. Mój wzrok powędrował do jego oczu i zesztywniałam.

„Partner!” – Jessie zamerdała ogonem, gruchając w mojej głowie.

Myślałam, że zapadła w głęboki sen, ale jedno spojrzenie mojego partnera ożywiło jej złamane serce i wróciła.

Zeskanowałam resztę jego idealnie zbudowanego ciała. Był umięśniony, ale szczupły i nie wątpiłam, że ukrywa swój wyrzeźbiony brzuch pod nieskazitelną białą koszulą, którą miał na sobie. Mój wzrok obniżył się do jego czarnych spodni i powstrzymałam się przed zauważeniem widocznego wybrzuszenia w nich.

Wciąż jesteś mężatką z dupkiem, Zio! Pamiętaj o tym!

– Interesujące – mężczyzna w końcu otworzył usta i powiedział chrapliwie. Jego głos był tak samo odurzający jak on. Aksamitny, głęboki i szorstki.

Przełknęłam ślinę. – Partner? Czy ty... rozpoznajesz mnie?

Jego dominująca aura rozprzestrzeniła się w powietrzu. Poczułam się duszona i przytłoczona, gdy moje mięśnie zesztywniały, a moja wilczyca wycofała się do podświadomości.

– Rozpoznaję cię pod innym tytułem – powiedział, zakładając nogę na nogę.

Moje dłonie się spociły. – Wiem, że ja...

– Słyszałem, że jesteś Luną mojego bratanka – przerwał mi.

Kolor odpłynął z mojej twarzy. Czułam, jakby świat się rozpadł, zostawiając mnie w bałaganie, z którym nie mogłam sobie poradzić.

– Maximus Caine – wyszeptałam jego imię i serce przestało mi bić.

Gdzieś za nim błysnął piorun, oświetlając jego szerokie ramiona. Złapałam się na tym, że wpatruję się w jego niebieskie, jastrzębie oczy.

– Nie sądzę, żebyś miała ochotę umrzeć podczas wizyty? – zadrwił, bębniąc palcami w podłokietnik.

– Sugerujesz, że mógłbyś mnie zabić za wypowiedzenie twojego imienia? – Moje policzki się rozgrzały.

– Czy to nie oczywiste? – Maximus uniósł brwi.

Posłałam mu szeroki uśmiech. – Zabicie przeznaczonej partnerki to grzech, którego Bogini Księżyca nigdy nie wybacza.

Zmarszczył brwi. Jego palce przestały bębnić w podłokietniki. Przechylił głowę, a jego wzrok obniżył się na moje ciało, chłonąc każdy mój cal.

Dzwony zadzwoniły w mojej głowie. O dziwo, nie były to dzwony alarmowe.

To były dzwony tryumfalne!

Hurra!

Odepchnęłam koce i pomaszerowałam prosto do niego. Jego oczy podążały za mną, zdystansowane, ale jednocześnie ciekawe.

Pozwoliłam instynktowi poprowadzić mnie na jego kolana, zanim zdążył mnie powstrzymać. Był taki duży i twardy. Zaschło mi w ustach, gdy jego oddech musnął moje usta. Ramiona Maximusa pozostały na podłokietnikach, z dala od mojego ciała.

Gorąco i iskry pełzły w górę mojego kręgosłupa, sprawiając, że westchnęłam i spuściłam wzrok na jego usta. Nie zastanawiając się długo, zawładnęłam jego ustami i pocałowałam go szorstko. Jego usta smakowały whisky i czymś męskim, jak jego moc. W głowie mi wirowało, a świat zniknął za moimi zamkniętymi powiekami.

Usta Maximusa drgnęły przy moich, ale nie odwzajemnił pocałunku. Elektryczność skwierczała w moich żyłach. Jęknęłam w jego usta i przechyliłam głowę, by pogłębić pocałunek.

Nagle dłoń Maximusa zacisnęła się na moich włosach i rozłączyła nasze usta. Oddychałam ciężko przy jego wilgotnych wargach i patrzyłam, jak dotyka ich palcami drugiej ręki.

Nasze oczy się spotkały. Żar płonął w jego spojrzeniu, parząc każdy cal mnie. Moja odwaga rozpuściła się i zalała moje ciało jak płynne podniecenie.

– Wuju Maximusie, czy chcesz, żebym cię tak nazywała? Myślisz, że to wciąż odpowiedni sposób zwracania się do ciebie? – mruknęłam, a moje usta wykrzywiły się w uśmiechu.

– Co ty robisz? – Dłoń Maximusa zacisnęła się wokół mojego gardła, ale nie wywarła nacisku.

Przełknęłam ślinę i odparłam niewinnie: – Całuję mojego partnera.

Maximus zacieśnił dłoń na moim gardle i zachrypiał: – Bądź ostrożna, Maleńka. Mogą później nie znaleźć twojego ciała.

Moja twarz poczerwieniała z braku tlenu. Targowałam się z diabłem, desperacko mając nadzieję, że mnie nie zabije i nie zaciągnie do piekła.

– Ale będziesz odwiedzał swoją partnerkę, prawda? Będzie dobrze, dopóki będziesz przychodził codziennie. – Uśmiechnęłam się figlarnie.

Przeszukał wzrokiem moje łzawiące oczy, po czym wstał. Piszcząc, upadłam na podłogę. Ból przeszył mój kręgosłup, sprawiając, że skrzywiłam się i przetoczyłam po podłodze jak dziecko.

– Dlaczego zrobiłeś to swojej partnerce? – prychnęłam.

– Partnerce bratanka – poprawił Maximus i podszedł do drzwi.

– Odrzucę go natychmiast! Już mi na nim nie zależy – zaoferowałam i zerwałam się na równe nogi, zanim zdążył mnie zostawić.

Pokój stał się lodowato zimny, zmuszając mnie do zrobienia kroku w tył. Maximus zatrzymał się w drzwiach i rzucił mi spojrzenie przez ramię. Czułam to jak ostrzeżenie i obietnicę morderstwa.

– Trzymaj się z daleka. Następnym razem nie będziesz miała tyle szczęścia – mruknął Maximus i zatrzasnął drzwi, wychodząc.

Zamiast czuć strach, jak powinnam, krzyknęłam za nim: – Przynajmniej mnie dzisiaj nie zabiłeś. Nie słyniesz z takiej łaski, Królu Alf! Czyżbyś już zakochał się w swojej partnerce?

Nie otrzymawszy odpowiedzi, w końcu spojrzałam na czarną koszulę nocną, którą miałam na sobie. Moje oczy rozszerzyły się, gdy zauważyłam moje gołe nogi i stwardniałe sutki bez stanika.

Ale wstyd!

Ale to nie miało znaczenia.

Mężczyzna z rodu Caine! Znalazłam Caine'a jako mojego cholernego partnera! Na dodatek Maximus Caine był Królem Alf regionu Północnego.

Był moją drogą ucieczki od Aidena i tej żałosnej przepowiedni, która zapewniała, że pozostanę z mężczyzną z rodziny Caine.

Teraz potrzebowałam tylko dać Aidenowi posmakować jego własnej medycyny.

Na wzmiankę jego imienia w moich myślach, drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem przypominającym grzmot. Podskoczyłam w miejscu i spojrzałam na Aidena stojącego w progu.

Jego oczy zmieniały kolory, gdy jego wilk groził wyjściem, a nozdrza mu falowały, zwiastując wybuchowy gniew.

– Dlaczego, kurwa, czuję na tobie innego mężczyznę, Zio? – warknął i rzucił się w moją stronę.

Było za późno na unik. Więc ja...

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: 4 - Zemsta Odrzuconej Partnerki | StoriesNook