Poranek nadszedł cicho. Złote światło wpadło przez szpitalne żaluzje, zalewając pokój Amelii miękkim ciepłem. Jej maszyny pikały w stałym rytmie, każdy dźwięk okrutnie przypominał, że ona wciąż tu jest… ale wciąż nie do końca.
Asher siedział przy jej łóżku, z ciężko opadającymi ramionami, z nietkniętą kawą w dłoniach. Nie spał. Wczorajsze wieści z sali posiedzeń wciąż dzwoniły mu w uszach.
Victori






