Grayson
Była ledwie dziewiąta rano, kiedy z łazienki dobiegł odgłos płaczu Tiffany. Dźwięki szybko przeszły od cichych i łagodnych do głośnych i załamanych.
Po prostu stałem w sypialni, patrząc tępo przed siebie, rozpinając koszulę i wsłuchując się w każdy z tych dźwięków, i jakoś nie poruszało mnie to tak, jak powinno. Jedyne, o czym mogłem myśleć, to fakt, że ona nie miała już do niczego prawa.






