Uśmiech błąkał się w kąciku ust Janet. „Powiedz mi, gdzie jest antidotum na wirusa! Wtedy pozwolę ci umrzeć bezbolesną śmiercią”.
Prezydent spojrzał na stojącą przed nim kobietę i zaśmiał się chrapliwym, niskim głosem: „Och, więc przyszłaś prosić o antidotum!”. Starł krew z warg i kontynuował: „Ale tak się nie prosi o pomoc”.
Janet zmrużyła oczy, a jej głos stał się jeszcze zimniejszy, gdy zapytał






