Rozdział 4: On jest mroczniejszy
Elora
Patrzyłam, jak Kaelen przesuwa dłonią po swoim ciemnym zarostu; te tatuaże i sygnety wystarczyły, bym zacisnęła nogi. Jest tak pociągający, że na widok samych jego dłoni robiło mi się mokro.
– Mógłbyś mieć ją na oku – powiedział cicho Kaelen, ale ponieważ jego głos jest głęboki, brzmiało to jak pomruk.
– Coś wymyślę – odparł mój brat i w ten sposób zamknął temat.
Ronan i ja wdaliśmy się w lekką rozmowę, podczas gdy Kaelen nas ignorował, a zwłaszcza mnie. Gdy skończył posiłek, przeprosił i zniknął.
– Młoda, chciałem cię o to zapytać, ale nie wiem, jak zacząć. Rozmawiałaś w ogóle z matką albo ojcem? – Na samą wzmiankę o nich żołądek mi podszedł do gardła, a on doskonale o tym wiedział.
– Nie, wcale, od lat. A ty? – Nagle poczułam się bardzo nieswojo z tą myślą.
– Nie, ale byłem poza krajem tak długo i byłem zajęty budowaniem kariery, po prostu nie chcę przegapić niczego ważnego. Nigdy mi dokładnie nie powiedziałaś, jak skończyłaś tam, gdzie byłaś. – Zerknął na mnie, dopijając drugi kieliszek wina.
Czy dlatego tak śmiało poruszył ten temat? Do kolacji nie piłam wina, ale może powinnam była.
– Od kiedy to rozpamiętujemy przeszłość? Jesteśmy tutaj, teraz, myślę, że powinniśmy tym żyć – powiedziałam, wskazując na to luksusowe miejsce.
Przez chwilę wydawał się zamyślony, ale ostatecznie przyznał, że grzebanie w naszej bolesnej przeszłości jest głupie. Wstaliśmy po skończonym posiłku, a ja spróbowałam zacząć sprzątać. Zaśmiał się i mnie powstrzymał.
– Oni przyjdą i to zrobią – powiedział.
– Kto, „oni”? – byłam zdezorientowana.
– Personel kuchenny, który to przyniósł. – Zrobił minę, jakby to było oczywiste. Weszliśmy razem do salonu, ale wciąż zerkałam na bałagan.
– Jesteś pewien? Głupio mi, że ktoś musi po nas sprzątać... – skrzywiłam się.
– Musisz się do tego przyzwyczaić, bo tak właśnie żyję od lat, siostrzyczko. Koniec z dziadowaniem. – Szturchnął mnie żartobliwie.
Byłam przyzwyczajona do sprzątania, bo dorastając, chodziłam w domu na paluszkach, dbając o to, by nie rzucać się w oczy, gdy ojciec był w pobliżu i miał zły humor. Zawsze pilnowałam czystości w domu, podobnie jak moja matka – ona wiecznie sprzątała po nim i mu gotowała. Zrzuciła na mnie mnóstwo tych obowiązków, gdy miałam dwanaście lat, i do dziś mam nawyk sprzątania po sobie i znikania z przestrzeni wspólnej. To będzie interesująca zmiana tempa. Niemal budzi we mnie niepokój; czułam się, jakby brat czytał mi w myślach, gdy patrzył, jak się zawieszam. Jakby chciał powiedzieć: „Nie jestem ojcem”.
Otrząsnęłam się z tych myśli i pożegnałam się na dobranoc. Nie potrafię dzielić wieczoru z nim i jego przyjacielem, nie wtedy, gdy ten przyjaciel ignoruje moją obecność, podczas gdy ja nie potrafię czuć nic innego poza nim. Nie będę miała tu w Chicago żadnych przyjaciół; jeśli mam być szczera, nie miałam najlepszej przyjaciółki od liceum, a to skończyło się marnie. Większość czasu spędzam sama lub utrzymuję powierzchowne znajomości, jak wtedy, gdy czasem wychodziłam w weekendy w moim rodzinnym mieście. Nikt na tyle bliski, by wysłać SMS-a z pytaniem, czy bezpiecznie wylądowałam rano; nikt, kto kupiłby mi prezent na urodziny albo znał jakiekolwiek intymne szczegóły o mnie. Czasem gubię telefon, bo zawsze milczy i nikt nie dzwoni. Tylko mój brat, gdy byliśmy daleko od siebie, albo w weekendy, gdy jakiś znajomy chciał wyjść.
Nawet nie sądzę, żeby lubili mnie jako osobę; myślę, że podobała im się moja estetyka, jeśli to ma sens. Tak właśnie działało to miasto, zwłaszcza w środowisku modowym – wizerunek jest wszystkim. Nie posiadam nawet dresów, ani nawet zwykłej piżamy. Mój ojciec tak bardzo nienawidził niechlujnego wyglądu, że nawet moją bielizną nocną były jedwabne komplety i tym podobne rzeczy. Nie żebym mogła w nich opuszczać pokój, ale miasto nie wydawało mi się dziwne, bo chyba jest rządzone przez narcyzów.
Wiem, że dresy i bluza muszą być niesamowicie wygodne, ale po prostu nie miałam tego luksusu. Teraz jednak chcę się zbuntować i iść kupić dresy. Moje życie jest dziwne.
***
Podczas mojej pierwszej nocy tutaj, po cichu czytałam książkę sama w pokoju. Telefon milczał, nikt w domu mnie nie wołał. Sama, moje normalne życie. Czy przeżyję ten miesiąc mieszkając z Kaelenem Vossem? Nawet leżąc w łóżku, wciąż wyobrażałam sobie jego męskie rysy twarzy i potężną sylwetkę. To, jak ciemne są jego włosy i jak uderzająco piękne są jego oczy w porównaniu do reszty. Błękit jak żaden inny, unikalny w swej doskonałości. Wciąż widziałam go stojącego u dołu tych schodów w szerokim rozkroku, z tymi zmysłowymi oczami, które nie bały się lustrować mnie od stóp do głów. Ale potem już nigdy na mnie nie spojrzał. Dlaczego?
Jestem pewna, że to dlatego, iż zupełnie nie zrobiłam na nim wrażenia. On jest seksowny i męski, a ja jestem... brzydka. Chciałabym być w jego lidze, podoba mi się jego mroczna aura. Choć wiem, że pewnie nie powinnam. Jest tak bogaty; chciałam wiedzieć o nim wszystko, a jednocześnie chciałam się przed nim schować. Jest tajemniczy, wysoki, ciemnowłosy i zabójczo przystojny. Czy to nie przepis na katastrofę? Pewnie tak, ale w ciekawości nie ma nic złego. Jestem pewna, że wszystkie kobiety go ciekawiły; wiem, że on i mój brat muszą obracać się wśród setek kobiet w całym Chicago ze względu na swój majątek i wygląd, nawet nie chcę wiedzieć.
Moje myśli ucichły, gdy usłyszałam echo głębokiego głosu – albo rozmawiał z bratem, albo przez telefon. Był zbyt daleko, bym mogła zrozumieć słowa, ale potem usłyszałam kroki i, co dziwne, moje tętno przyspieszało z każdym zbliżającym się stąpnięciem. Kiedy usłyszałam, jak mija mój pokój i wchodzi do swojego, zastanawiałam się, jak tam wygląda w środku i czy sprowadzi tu w tym tygodniu jakąś kobietę. Mam nadzieję, że nie, bo gdybym usłyszała, jak pieprzy inną, chyba bym umarła. Jest przyjacielem mojego brata, nie powinnam chcieć wyobrażać go sobie nago, ale już to zrobiłam i nie wiem, ile tatuaży tak naprawdę posiada. Moja wyobraźnia podpowiada mi jednak, że jest ich mnóstwo, co tylko czyni go jeszcze większym twardzielem, niż się wydaje. Mężczyzna o niewielu słowach to zazwyczaj ktoś, kto zna wartość tego, co mówi.
Widziałam typy mężczyzn, którzy mówią za dużo – mój ojciec był jednym z nich. Zawsze szukał uwagi w swojej grupie wpływowych przyjaciół, rozśmieszał ich, gdy pili szkocką i palili papierosy. Mój ojciec też jest przystojny, więc nie tylko mężczyźni w pokoju zwracali na niego uwagę; był głośny, gadatliwy i popisywał się.
Kaelen Voss milczy, jest idealnie nieruchomy, nie wykonuje żadnego wysiłku, by zaimponować.
Nie pyta, czy podoba mi się jego rezydencja, ani nie chwali się imperium, które zbudował.
I jakimś cudem ta powściągliwość jest bardziej niepokojąca niż głośna władza mojego ojca – ponieważ mężczyzna, który nie musi demonstrować siły, jest najniebezpieczniejszy ze wszystkich.
Zwłaszcza taki szkolony w siłach specjalnych armii.
Mój brat nosi własne cienie, ale cienie Kaelena są mroczniejsze.
Kaelen Voss nie jest po prostu niebezpieczny.
Jest ciszą przed burzą – czekającą, by uderzyć.






