Tessa
Biegłam przez las, gałęzie chłostały mnie po twarzy. Drzewa mnie obserwowały, ich kora łuszczyła się, odsłaniając oczy – setki oczu, wszystkie śledzące każdy mój ruch. Słyszałam głos Phoebe, niesiony przez wiatr.
– Drzewa pamiętają – wyszeptała. – Były tam, gdy to się stało.
Próbowałam ją zawołać, zapytać, co ma na myśli, ale gdy otworzyłam usta, nie wydobyły się z nich słowa – to był ogień.






