Tessa
Wpatrywałam się w ojca z otwartymi ustami. Właśnie nam kazał zniszczyć kompleks. Cały. Ze wszystkimi ludźmi w środku.
— Nie. Musi być inny sposób — wykrztusiłam. — Nie możemy po prostu... nie możemy zabijać niewinnych ludzi.
Twarz mojego ojca pozostała posępna. — Myślisz, że nie brałem tego pod uwagę? Myślisz, że to dla mnie łatwe? — Jego głos lekko zadrżał. — Badam to od lat, Tessa. Latami.






