Plasterek szynki, kawałek czerstwego chleba, a nawet połowa zepsutej bułki – to wszystko mogło uchodzić za „nagrody”.
Taki był system. Niezależnie od tego, jak uparty był ktoś w chwili przekroczenia progów Instytutu Aureliana, prędzej czy później zostawał złamany. Stawali się posłuszni, będąc niczym więcej jak własnością, którą instytut mógł wykorzystywać, jak tylko zechciał.
Początkowo instytut z






