Karmazynowa krew trysnęła, opryskując wypaczoną, drewnianą podłogę; metaliczny zapach wypełnił pomieszczenie niczym burza, która mogła utopić zmysły. Ciało Cadena wyginało się w gwałtownych konwulsjach, jego oczy były szeroko otwarte, ze źrenicami rozszerzonymi z czystego przerażenia. Strach pokrywał je, gęsty i czarny jak smoła, dławiąc resztki jego buntu.
"Nie... proszę," wykrztusił, a jego głos






