Głos kobiety załamał się, gdy ściskała w ramionach drżące dziecko, a łzy płynęły jej swobodnie.
„To wszystko wina mamusi. Mamusia cię nie obroniła... dlatego ci źli cię zabrali”. Jej ciało drżało, desperacja biła od niej jak gorączka.
Łzy Aurory spływały po jej okrągłych policzkach, a jej małe piąstki zaciskały się na tunice nieznajomej. „Nie znam cię! Puść mnie! Chcę do tatusia, chcę do prababci.






