Seraphina oparła dłonie za sobą, odchylając się do tyłu z lekko uniesioną głową. Jej piękne oczy – w których odbijało się światło – wydawały się mętne i nieobecne.
Nagle uśmiechnęła się do niego. – Jesteś strasznym dręczycielem! – podkreśliła.
Cassian stał tyłem do światła, a jego i tak już ponura twarz pociemniała jeszcze bardziej. Wziął głęboki oddech, tłumiąc niebezpieczny ton w swoim głosie. –






