"Mam po ciebie przyjechać?" – zapytał z uśmiechem Dickson.
"Albo ja mógłbym wpaść na parę dni". I tak nie był jeszcze zbyt zajęty.
Serce Polinskiego drgnęło. Natychmiast powiedział: "Nie jedź sam. Poproszę rodzinnego kierowcę, żeby cię odebrał".
Dickson naturalnie przyjął tę uprzejmą propozycję; wiedział, że Polinski po prostu się o niego martwi.
"Dobrze, będę wdzięczny Guntherowi".
"To żaden kłop






