Szef zobaczył to i mruknął: „Jaki karmiciel, szefie, co za dziwne ksywki”.
Ten dzieciak prawdopodobnie nie miał nikogo, kto by się nim opiekował. Siedział tu zamknięty od tak dawna, a żadni rodzice go nie szukali.
Kiedy sprzedamy tę partię, znów zgarniemy wielki zysk.
Ci przystojni, gdy już dotrą do Miami, mogą nawet zostać adoptowani przez bogaczy.
Nieźle, nieźle.
Mój młodszy brat patrzył na Elij






