– O co chodzi? – pyta szybko, a ja popycham drzwi i biegnę przez ulicę w stronę kościoła. Otwieram je na oścież i wchodzę do środka. Nie jestem religijnym człowiekiem, ale ona była, a jeśli ktokolwiek miał jej teraz pomóc, to tylko sam Bóg. Ruszam nawą w stronę klęcznika i spoglądam w górę na posąg Jezusa Chrystusa, który patrzy na mnie z góry. Padam na kolana, splatam palce i zamykam oczy.
– Boże






