Miała rację. Usiadłam. Podała mi mały koszyk fasolki szparagowej, a ja zabrałam się do pracy, odrywając końcówki, być może nieco gwałtowniej, niż powinnam. Trzeba jej przyznać, że o nic nie pytała i zdawała się nie mieć nic przeciwko temu, że pracując, co jakiś czas wkładałam do ust kilka strączków.
W końcu, gdy byłam mniej więcej w połowie koszyka, nie mogłam już dłużej wytrzymać.
— Sebastian się






