Bjorn był mój.
Mój syn.
A Avery trzymała go z dala ode mnie.
Gniew wezbrał we mnie gwałtownie i gorąco, zalewając klatkę piersiową. Moje dłonie zacisnęły się w pięści wzdłuż tułowia.
Sebastian zauważył moją minę, a jego usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. – To cię złości, prawda? – zapytał. – Prawie sprawia, że masz ochotę mu go odebrać z czystej złośliwości?
Mrugnąłem. Część gniewu wyparowała.






