Perspektywa Avery
Po raz pierwszy od wieków obudziłam się o poranku w ramionach Gideona, nie mając nic na gardle.
Moja dłoń powędrowała w stronę szyi, zanim jeszcze do końca otworzyłam oczy, a gdy palce napotkały tylko blaknącą pręgę i moją własną skórę, wypuściłam z ulgą powietrze i opadłam z powrotem na poduszki. Żadnego wisiorka. Żadnego łańcuszka. Nic.
Nie powrócił.
Pół ranka spędziłam w szkla






