**POV Evandera**
Po wyjściu z gabinetu ojca szybko ruszyłem za bratem, który pędził na parter domu watahy, a potem wypadł przez frontowe drzwi. Jego gniew był widoczny gołym okiem; członkowie watahy usuwali mu się z drogi.
— Maddox! — zawołałem, ale on ignorował mnie, idąc dalej przed siebie.
— MADDOX! — wrzasnąłem tym razem, chwytając go za ramię i próbując zatrzymać. Wiedziałem, że jest naprawdę






