languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Sasha Volkov30 maj 2026

**Z perspektywy Sloane**

'Spójrz na nią' — odzywa się głos mojej wilczycy Hibernal, która patrzy przez moje oczy, podczas gdy ja nadal dociskam Aurę do drzwi.

'Wiem' — odpowiadam jej, gdy jej się przyglądamy. Jej oczy mają ten pusty wyraz, jakby na nowo przeżywała w myślach wydarzenia z przeszłości, jak to zazwyczaj robiła.

Aura miała zaledwie 18 lat, kiedy przypadkiem wpadła na swojego przeznaczonego Jaxona, Jaxona Blackbriara, Przyszłego Alfę i mojego obecnego chłopaka. Nie trzeba dodawać, że gdy się o tym dowiedziałam, wpadłam w furię i nie pragnęłam niczego bardziej, niż żeby suka za to zapłaciła. Więc kiedy wróciłam do domu, zrobiłam dokładnie to: pobiegłam z płaczem do mamusi i tatusia, opowiadając im, jak to Aura próbowała mi ukraść Jaxona, co z kolei tylko wywołało ich wściekłość.

Szczerząc zęby w uśmiechu, ponownie brutalnie popycham ją na drzwi, co w końcu przywraca ją do teraźniejszości, a z jej gardła wydobywa się warkot.

"Nawet nie próbuj" — ostrzegłam ją, upewniając się, by wiedziała, co się stanie, jeśli to zrobi.

"Odpieprz się" — warczy znów Aura, próbując wyrwać się z mojego uścisku.

"Posłuchaj no, suko, za kogo ty się uważasz? Na wypadek, gdybyś zapomniała, jesteś nikim innym jak Omegą, Niewolnicą. Nie masz tu żadnej rangi" — mówię z nienawiścią.

"Tylko przez CIEBIE" — syczy Aura, wpatrując się we mnie z furią, co sprawia, że wyciągam rękę i uderzam ją w twarz, wiedząc, że mama uderzyła ją już dwa razy. Jej twarz wciąż była czerwona w miejscu, w którym uderzyła ją dłoń, kiedy wcześniej zbliżałam się do jej pokoju.

"Uważaj na słowa, ty brudna dziwko" — warczę, chwytając ją za włosy i szarpiąc. "Okaż mi jeszcze raz brak szacunku, a przyprowadzę tu Branta."

Widząc, jak blednie, nie mogę powstrzymać złośliwego uśmiechu na widok wyrazu twarzy Aury. Strach powoli wymalował się na jej rysach; w końcu minął dopiero rok od jej odrzucenia, ale ja za punkt honoru postawiłam sobie to, by o tym przypominać, podobnie jak mój Brat i nasi Rodzice.

"P-Proszę, nie rób tego" — błaga nagle Aura.

"A niby dlaczego miałabym tego nie robić? Przecież Brant to Przyszły Beta, a ty skrzywdziłaś jego Przyszłego Alfę" — odpowiadam, wiedząc, że Brant tak naprawdę nigdy nie wybaczył jej sprawy z Jaxonem.

"Będę… Będę grzeczna, tylko proszę, nie wzywaj Branta" — błaga Aura, a w jej oczach czai się strach, czemu przyglądam się z całkowitym rozbawieniem. W końcu wiedziałam, że nie lubiła Branta, ale nigdy nie rozumiałam dlaczego. Jednak okazanie mi jej absolutnego przerażenia było dowodem na to, że naprawdę będzie słuchać, jeśli tylko miało to oznaczać, że nie będzie musiała oglądać mojego Brata.

"No dobrze, w porządku. Ale…" — przeciągam, widząc, że w jej oczach pojawia się nadzieja. "Ale co?" — pyta, podczas gdy powoli ją puszczam. "Zrobisz dokładnie to, co ci każę, albo wzywam mojego Brata, zrozumiałaś?" — pytam, a ona kiwa głową w odpowiedzi.

"Dobrze" — i ot tak, powoli ją puszczam, po czym odwracam się i odchodzę, wiedząc, że sprawiłam, iż jeszcze bardziej spóźni się do wykonywania domowych obowiązków i teraz spotka ją kara. Bo w końcu nie była rodziną, a przynajmniej technicznie rzecz biorąc, ponieważ nigdy nie przyjęliśmy jej do watahy. To czyniło ją obcą i watahową niewolnicą na usługi każdego, kto tylko tego chciał.

'Wiesz, że jeśli naprawdę chciałaś ją przestraszyć, mogłaś po prostu użyć noża albo czegoś podobnego' — odpowiada Hibernal, gdy schodzimy po schodach na parter domu.

'Wiem, ale to o wiele zabawniejsze, kiedy wykorzystuję przeciwko niej mojego Brata' — mówię jej. 'Poza tym Brant jest o wiele bardziej złowrogi ode mnie, choć nie tak bezwzględny jak nasi Rodzice.'

Gdy docieram na dół schodów, szybko zaczynam szukać moich Rodziców, dokładnie wiedząc, co powinnam zrobić. "Mamusiu, tatusiu! Aura próbowała mnie zaatakować" — płaczę, pędząc w ich stronę. Znajduję ich w kuchni.

"CO TAKIEGO?!" — ryczy mój ojciec, delikatnie biorąc mnie w ramiona, co wywołuje mój złośliwy uśmieszek. "Tak, tatusiu, to prawda. Chciałam tylko sprawdzić, co u niej, a ona rzuciła się na mnie i próbowała mnie zranić" — jęczę, tuląc się do niego. Wiedziałam, że ten impuls był niezbędny, ponieważ dla nich byłam księżniczką i nikt, nawet moja kuzynka, nie mógł ujść płazem wyrządzenia mi krzywdy.

"AURA!" — krzyczy ojciec, po czym wstaje od stołu i maszeruje w stronę schodów, do miejsca, w którym Aura stała teraz sparaliżowana strachem, zastanawiając się przy tym, co takiego zrobiła.

"T-Tak, wujku?" — odpowiada Aura, podczas gdy ja przyglądam się wszystkiemu z bezpiecznego miejsca u boku mojej Matki. "Co to za wieści słyszę, że o mało nie zaatakowałaś swojej kuzynki?" — pyta Tata, powoli stając naprzeciw niej.

"J-Ja tego nie zrobiłam, wujku" — odpowiada cicho Aura.

"Nie kłam, dziecko. Przyjęliśmy cię do naszego domu, do naszej rodziny, tylko po to, byś ukradła chłopaka mojej Córki, a teraz próbujesz ją zaatakować". Powiedziawszy to, Ojciec chwyta ją brutalnie za przedramię i ostro szarpie w stronę drzwi do piwnicy.

"N-Nie… Nie, proszę…. Proszę wujku, będę grzeczna, obiecuję" — płacze Aura, która wiedziała, co zaraz nastąpi, gdy ojciec dalej parł w stronę piwnicy – drugiego domu, do którego Aura całkiem przywykła.

"Och, z pewnością będziesz grzeczna" — i z tymi słowami Ojciec wpycha ją prosto do piwnicy, a drzwi zatrzaskują się za nimi z hukiem.

Gdy znikają z pola widzenia, nie mogę powstrzymać uśmieszku, wiedząc, że Ojciec spuści jej niezły łomot, a nikt nic nie zrobi, by go powstrzymać, jako że obecny Alfa i Luna byli kompletnie nieświadomi tego, co dzieje się wokół nich. A ich Beta, mój ojciec, zawsze karał swoją siostrzenicę w taki sposób, jaki uważał za stosowny.

Zagubiona w myślach, najwyraźniej nie usłyszałam kolejnych kroków zbliżających się do mnie od tyłu, ani głosu, do którego należały, dopóki ta osoba do nas nie dołączyła. "Trochę surowo, nie sądzisz, siostrzyczko?" — uśmiecha się złośliwie postać, a ja odwracam się, moje szmaragdowe oczy spotykają się z oczami mojego Brata, Branta.

"Nie… zresztą zasłużyła sobie na to, w końcu jest nikim więcej jak niewolnicą watahy. Nigdy nie zostanie przez nikogo zaakceptowana, a wszystko dlatego, że nie ma watahy, którą mogłaby nazwać domem". Praktycznie wybucham śmiechem, odwracając się, by spojrzeć na mojego brata. Miał piaskowy blond włosów, szmaragdowe oczy i 183 centymetry wzrostu w stosunku do moich 173 centymetrów. Nie było to powszechnie wiadome, ale Brant był tylko 2 lata starszy ode mnie, co oznaczało, że miał przejąć funkcję Bety, gdy Ojciec przejdzie na emeryturę. Wtedy on i Jaxon obejmą władzę jako nowi Alfa i Beta watahy, ponieważ obaj zbliżali się teraz do 21 lat.

Jeśli chodzi o mnie, nie zależało mi na byciu Betą, o nie. Pragnęłam zostać Luną i wiedziałam dokładnie, jak to osiągnąć. Jedyne co musiałam zrobić, to zostać z Jaxonem, a jeśli to oznaczało skrzywdzenie Aury po drodze, niech tak będzie. W końcu Jaxon zdążył ją odrzucić, gdy miała 18 lat, a teraz, gdy miała 19 lat i żadnego partnera drugiej szansy na horyzoncie, należała do mnie, bym mogła ją torturować.

"Racja" — śmieje się Brant. "Ale mimo to surowo. Byłaby z ciebie cudowna Luna" — i powiedziawszy to, Brant skierował się w stronę piwnicy, prosto tam, gdzie znajdowali się Aura i ojciec. Jak zawsze chętny, by dołączyć do zabawy.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 2 - Sekretna Likańska Księżniczka Bliźniaczych Alf | StoriesNook