**POV Maddoxa i Evandera**
Kolacja nie mogła skończyć się szybciej; zbliżała się wpół do dziewiątej wieczorem, kiedy wszyscy zaczęli kończyć deser. Moje oczy wciąż śledziły drzwi, przez które nasza mate wyszła zaledwie kilka minut wcześniej, a ja walczyłem z pokusą, by pobiec za nią.
– Niech to szlag – warknąłem, nie lubiąc faktu, że jeszcze nie wróciła po tym, jak przeprosiła i odeszła od stołu A






