WIATR PRZYBRAŁ NA SILE, gdy Vaelith i Radovan spacerowali po terenach pałacowych. Liście na potężnych drzewach szeleściły w odpowiedzi, tworząc cichą, lecz niesamowitą symfonię dźwięków. Każdy sługa lub wojownik, którego mijali, z szacunkiem pochylał głowę, jednak brak wyrazu na ich twarzach i surowe oblicza sprawiały, że Vaelith czuła się nieswojo. Była przyzwyczajona do ludzi kłaniających się z






