languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Skylar Quinn3 cze 2026

003 - Wilki czy demony?

LUCE.

„Co ty wyprawiasz?” Mason zmrużył oczy, wodząc wzrokiem po moim małym, zagraconym pokoju, podczas gdy Sadie trzymała go za ramię, by nie wszedł do środka.

„Szukam pieniędzy. Ale już je znalazłam. Po prostu położyłam je w złym miejscu” – odpowiedziałam nonszalancko, zbierając ubrania z podłogi i zaczynając je składać.

„Przestań kłamać. Byłaś wcześniej w kuchni?”

„Co to za pytanie? Oczywiście. Byłam już w każdym zakątku tego domu. O co chodzi?” Odwróciłam się i oparłam ręce na biodrach, tupiąc stopą o drewnianą podłogę i patrząc to na jedno, to na drugie, jakbym nie mogła doczekać się odpowiedzi.

„Nic, kochanie. Potrzebuję pomocy przy kolacji. Mogłabyś zejść i pomóc starej kobiecie, zanim szczeniaki przyjdą i zjedzą mnie z głodu?” Sadie mówiła słodko, ale w jej oczach widziałam niepokój i troskę.

Coś się święciło.

„Jasne. Tylko to pozbieram, rzucę na łóżko i schodzę. Daj mi pięć minut”.

„Dobrze”. Uśmiechnęła się szeroko i odciągnęła partnera od mojego pokoju, ale Mason wciąż na mnie patrzył. Wiedziałam, co oznacza to spojrzenie – nie uwierzył w ani jedno moje słowo. Wiedział, że coś kombinuję.

A niech go szlag.

W momencie, gdy drzwi się zamknęły, wyciągnęłam plecak spod koca i zamknęłam drzwi na klucz, po czym podciągnęłam okno i wyjrzałam na zewnątrz. Zamknięte drzwi dadzą mi trochę czasu, gdyby postanowili wrócić i mnie sprawdzić.

Moja sypialnia wychodziła na tyły sierocińca, ale dwa piętra niżej znajdował się jeden z salonów, ten często używany dla gości. Jeśli nikogo tam nie było, nikt nie zobaczy, jak skaczę z barierki na barierkę.

To nie był pierwszy raz, kiedy wyskakiwałam i wyczołgiwałam się przez okno sypialni, więc nie musiałam się bać upadku. Musiałam tylko nie dać się złapać.

Zarzuciłam plecak na ramiona i wyszłam przez okno. Moje dłonie zacisnęły się na parapecie, gdy opuszczałam stopy, aż dotknęłam górnej ramy okna pokoju pode mną. Użyłam jej jako punktu podparcia i odepchnęłam się, by skoczyć, lądując idealnie na balkonie starej biblioteki, której nikt poza mną nie odwiedzał.

Otrzepałam ręce i sprawdziłam, czy w salonie na dole pali się światło. Serce mi zamarło z rozczarowania, gdy zobaczyłam blask bijący z okna.

Przygryzłam dolną wargę, zastanawiając się nad kolejnym krokiem, gdy głos z góry wyrwał mnie z zadumy.

„Ona ucieka!” Głos Masona rozdarł nocne powietrze. Odwróciłam głowę i zobaczyłam go, jak wskazuje na mnie palcem z mojego okna.

Szlag! Nie miałam czasu do namysłu – zeskoczyłam z balkonu na drugim piętrze i wylądowałam na zakurzonej ziemi z głośnym hukiem.

Mój wzrok powędrował ku oknu salonu i skrzyżował się z oczami wysokiego mężczyzny z długą brodą. Zmarszczył czoło, ale nie miałam czasu go analizować. Pędziłam już w stronę linii lasu, gdzie znałam wyjście, które ostatecznie wyprowadzi mnie poza teren sierocińca.

Moje nogi niosły mnie do przodu tempem znacznie szybszym niż mój zwykły bieg. Przypomniało mi to prędkość, z jaką uciekałam ze świata demonów.

Mogłam biec szybko, ale to było nic w porównaniu z wilkami, które mnie ścigały.

Głośne uderzenia łap o ziemię stawały się coraz wyraźniejsze, gdy gnałam przed siebie.

Moja ręka powędrowała do opalu wiszącego na szyi. Wystarczyło go zdjąć, by przywołać moc, która by mnie ocaliła.

Ale czy potrzebowałam ratunku?

Wilki czy demony? Wybieraj, Luce!

Moja ręka opadła, gdy wilki za mną wyprzedziły mnie i otoczyły, a jeden z nich zagrodził mi drogę.

Moje drobne ciało uderzyło w wilka i w ułamku sekundy zostałam odrzucona do tyłu. Moje pośladki uderzyły o ziemię z głośnym hukiem, a zaraz po nich plecy, sprawiając, że ból przeszył całe moje ciało.

Chyba złamałam kręgosłup.

Leżałam w pyle z zamkniętymi oczami i ciężko dysząc. Zastanawiałam się, czy mój mały plecak wystarczył, by mnie zamortyzować.

Usłyszałam szuranie i wiedziałam, że muszą wracać do ludzkiej formy.

„Jest, kurwa, za szybka jak na omegę”. Głęboki głos sprawił, że otworzyłam oczy i zobaczyłam potężnie zbudowanego, nagiego mężczyznę, który patrzył na mnie z góry, prezentując swój sprzęt w pełnej okazałości.

„Ale my jesteśmy szybsi…” – odpowiedział inny golas, a ja trwała w bezruchu, zastanawiając się, czy po tym wszystkim będę jeszcze sprawna.

„Jak się nazywasz?”

Patrzyłam na nich, jak nade mną górują, ale nie miałam zamiaru odpowiadać. Plecy wciąż mnie bolały.

„Nie słuchałeś wcześniej? Luce. Nazywa się Luce” – odpowiedział ten potężniejszy.

Drugi mężczyzna kucnął tuż obok mojej głowy, więc gdybym odwróciła twarz w jego stronę, na pewno zobaczyłabym to, czym tak chciał się pochwalić. „Słuchaj. Zabieramy cię i przygotujemy do Uczty Omeg. Bądź grzeczną dziewczynką i koniec z ucieczkami. Obiecuję, że nic złego ci się nie stanie”.

„Nie chcę brać udziału w Uczcie” – wypaliłam, zamykając oczy.

„To poza twoją mocą, mała Omego. A jeśli spróbujesz uciec, zostaniesz odpowiednio ukarana”.

„Próbujesz mnie nastraszyć?”

„Nie. Próbuję ci powiedzieć, co cię czeka”.

⇜ ♡♡♡ ⇝

Nawet nie zdążyłam pożegnać się z Sadie ani ze szczeniakami z sierocińca. Mężczyźni, którzy mnie złapali, po prostu wrzucili mnie do samochodu, który jechał za nami w głąb lasu.

Tylko Mason był z nimi i bez ogródek powiedział im, że jestem uparta i muszą mnie pilnować, bo na pewno znów spróbuję uciec.

Przewróciłam tylko oczami z rękami skrzyżowanymi na piersi, gdy mężczyzna, z którym rozmawiał, zapewnił go, że to nie pierwszy taki przypadek i wiedzą, co robić.

Powinnam być przerażona, ale nie byłam. Widziałam znacznie gorsze rzeczy moimi młodymi oczami w zaświatach niż to, co działo się tutaj. Nic nie mogło mnie przestraszyć. Może poza złamanym kręgosłupem, co na szczęście dzisiaj mi się nie przytrafiło.

Ale nawet jeśli się nie bałam, musiałam udawać, że tak jest. Inaczej mogliby odkryć, że nie jestem zwykłą Omegą.

Samochód ruszył, a trzej mężczyźni w środku siedzieli w całkowitym milczeniu. Uznałam to za zaproszenie do odpoczynku i przemyślenia swojego życia. Oparłam głowę o miękkie obicie i zamknęłam oczy.

Wilki czy demony?

Wilki. Zawsze wilki.

Miałam jedenaście lat, gdy moja matka zmarła z pękniętego serca. Kilka miesięcy wcześniej mój przybrany ojciec został zabity, a mama nie zdołała się z tego podnieść, co ostatecznie doprowadziło do jej śmierci.

Mój przybrany ojciec i moja matka byli zmiennokształtnymi i byli przeznaczonymi partnerami. Byli razem na długo przed moim narodzeniem.

Nie. Moja matka go nie zdradziła. Wszystko było sprawką mojego ojca.

Lucian, mój ojciec, Książę Ciemności, od czasu do czasu błąkał się po świecie ludzi. Jego libido nie ograniczało się tylko do demonic, które mu się narzucały. Chciał zasmakować wszystkich gatunków tego świata. I pewnego dnia zobaczył moją matkę i nabrał na nią ochoty.

Próbował ją uwieść, by się z nim sparowała. Ale moja matka nigdy się nie ugięła. Miała partnera i wybierała go raz za razem. Więc jako demoniczny książę, mój ojciec nie mógł znieść odrzucenia.

Nawiedził ją w swojej formie inkuba i brał siłą, raz po raz. Wracał noc w noc, aż w końcu mu się znudziła. Dopiero wtedy ją zostawił i nigdy więcej nie niepokoił.

Ale nie wiedział, że z tego potwornego czynu poczęło się potomstwo.

Partner mojej matki, Diego, wiedział o wszystkim i nie zostawił jej. Zamiast tego pomógł jej mnie wychować i ani razu nie sprawił, bym poczuła, że nie jestem jego dzieckiem.

W zasadzie nie wiedziałam, że nie jestem jego, dopóki przez przypadek nie przywołałam swojej mocy i nie zabiłam królika ogniem, gdy miałam sześć lat.

Gdy moja moc została wyzwolona, portal i moja więź z zaświatami otworzyły się. W ciągu kilku sekund mój ojciec, Demoniczny Książę Ciemności, pojawił się przede mną i uznał mnie za swoje dziecko. Swoją jedyną córkę.

Mój prawdziwy ojciec nie zabrał mnie tamtego dnia, ale moje życie nigdy już nie było takie samo.

Wiedziałam, że pewnego dnia po mnie przyjdzie. Matka przygotowywała mnie na ten dzień – starałam się chłonąć, ile mogłam, ale z moim młodym umysłem nie byłam w stanie pojąć wszystkiego.

Naszyjnik, który miałam na szyi, był od mojej matki – zakopała go na cmentarzu blisko naszego domu wraz z pieniędzmi, które zaoszczędzili z ojcem. Ukryła je tam po śmierci mojego ojczyma, jej przeznaczonego partnera. Wiedziała, że nie zostało jej wiele czasu i chciała mieć pewność, że będę miała wybór, jeśli nie będę chciała zostać w świecie demonów.

Moja matka i jej przeznaczony partner, mój ojczym – kochali mnie. I miłość między nimi była jedyną nicią, która podtrzymywała we mnie światło, powstrzymując przed stoczeniem się w otchłań piekła.

Nawet gdy ich zabrakło, tliła się we mnie nadzieja, że pewnego dnia znajdę taką samą miłość, jaką oni znaleźli w sobie. Miłość, która przekroczy wszelkie granice, miłość, która wybawi mnie z mroku czającego się we mnie. Moja deska ratunku.

I dlatego wciąż tu byłam, przemierzając dzicz na własną rękę, chroniąc tę część mnie, która dawała mi nadzieję, że mam przeznaczonego partnera.

Ale bez wilka nie miałam pojęcia, czy kiedykolwiek go znajdę. Albo czy on znajdzie mnie.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Sprzedana Bestii: Sekretna Partnerka Alfa Miliardera | StoriesNook