– Nie rób takiej ponurej miny. Każę ci jechać do firmy, a nie na cmentarz – powiedziała Charlotte surowym tonem. Nie zapomniała przy tym posłać mu lodowatego spojrzenia.
– Przecież zgodziłem się pojechać. Czego jeszcze chcesz? – zapytał bezradnie fałszywy Zachary.
– Hmm? – Charlotte uniosła brew, nic nie mówiąc.
– Dobra. Mój błąd. Przepraszam – ugiął się natychmiast. – To mój obowiązek, by iść do






