languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Aeliana Moreau 14 cze 2026

*Kael*

— Zachowujesz się jak dupek, Kael.

Głos Jaxona działał mi na nerwy, ale nie dałem tego po sobie poznać. Zamiast tego oparłem się o oparcie krzesła z ramionami skrzyżowanymi na piersi i posłałem mu wściekłe spojrzenie.

Był koniec dnia, a on właśnie wtargnął do mojego pokoju. To były pierwsze słowa, jakie do mnie skierował. Nie żebym był zaskoczony czy choćby poruszony. Jaxon miał w zwyczaju wpadać do mnie o każdej porze, rzucając oskarżeniami na lewo i prawo.

W przeciwieństwie do większości tutejszych studentów, pokoje mój i Jaxona znajdowały się na czwartym poziomie akademii. Kiedy miałem na to ochotę, zazwyczaj wracałem do domu, ale dbałem o to, by moje zakwaterowanie w akademii było odpowiednie na czas pobytu w ciągu tygodnia, skoro wataha znajdowała się około godziny drogi stąd.

Pokój był odpowiedniej wielkości, z dużym łóżkiem typu king-size na środku i fotelem naprzeciwko. W kącie stało biurko do pracy dla watahy i nauki, a do tego miałem prywatny balkon, z którego rozpościerał się idealny widok na las.

Gapiłem się na Jaxona, gdy siedział w fotelu naprzeciwko mnie.

— Co to, kurwa, było dzisiaj na stołówce? — zażądałem odpowiedzi. — Dlaczego tak ją przytuliłeś?

Jaxon wywrócił oczami, jakby miał dość tej rozmowy, zanim jeszcze się na dobre zaczęła.

— Żeby sprawdzić, czy faktycznie ci na niej zależy. Prawie umarła, wiesz o tym.

Zignorowałem ostre, kłujące uczucie w żołądku. — Wzięła lekarstwo?

Jaxon prychnął. — Tak, wzięła. Sprawiłem, że było mniej nieznośne — powiedział z tym swoim wiecznie pewnym siebie wyrazem twarzy.

— Twoim zadaniem jest dopilnowanie, by brała leki, a nie spoufalanie się z nią — wycedziłem przez zęby, wycelowując w niego palec i akcentując każde słowo.

Jaxon wzruszył ramionami bez cienia wstydu. — To dobra osoba.

— Zapominasz, że to ona zabiła Selene? Miłość mojego życia?

Twarz Jaxona spoważniała, ale głos pozostał opanowany. — Nie masz dowodów. Z tego, co wiemy, Elie po prostu znalazła jej ciało. Mój wilk uważa, że jest niewinna.

Zerwałem się z krzesła, uderzając dłońmi w blat biurka. — Twój wilk nie ma nic do gadania! To nie on jest w żałobie!

Jaxon powoli wypuścił powietrze, jakby starał się zachować resztki cierpliwości.

— Słuchaj, wiem, że cierpisz. I współczuję ci straty. Ale czy zapominasz, że nawet wtedy, gdy jeszcze żyła, twój wilk nigdy nie wybrał Selene? Czy wiesz, co by się stało, gdybyś spróbował ją naznaczyć?

Nie chciałem tego słuchać. Nie znowu. Mój wilk zawsze był dziwnie cichy, gdy chodziło o Selene. Ignorowałem to, przekonany, że to jakaś pomyłka, jakiś błąd natury. Kochałem Selene. Przeznaczeniem było, byśmy byli razem.

A jednak…

Nawet wtedy, gdy ona jeszcze żyła, coś w Elie zawsze sprawiało, że mój wilk się poruszał. To mnie wkurzało. Nadal mnie wkurza.

Jaxon musiał dostrzec bitwę toczącą się we mnie, bo tylko pokręcił głową. — Jesteś moim najlepszym przyjacielem, Kael. I staram się pomóc ci nie spieprzyć jedynej rzeczy w twoim życiu, która mogłaby cię faktycznie uszczęśliwić.

Zakpiłem. — Szczęście? Z nią?

— Twój wilk tak uważa — powiedział Jaxon głosem nieznoszącym sprzeciwu. — Możesz temu zaprzeczać, ile chcesz, ale to nie zmieni prawdy.

Nie odpowiedziałem. Bo co niby miałem powiedzieć? Nie mylił się i to było w tym wszystkim najgorsze. Nienawidziłem Elie Vane. Musiałem jej nienawidzić. Bo alternatywa? Alternatywa była czymś, na co nie byłem gotowy.

Cisza między nami przeciągała się, gęsta i dusząca. Słyszałem tykanie zegara za plecami, miarowy rytm wwiercający mi się w czaszkę. Mój wilk poruszył się niespokojnie, jakby słowa Jaxona obudziły coś, co rozpaczliwie starałem się stłumić.

Jaxon westchnął i przeczesał dłonią włosy. — No i jest jeszcze Vespera.

— A co z nią? — zapytałem, sztywniejąc.

— Za bardzo się zbliża, stary. Do ciebie. To nie jest tylko jakaś niewinna rywalizacja. Wiesz, że jesteś żonaty, prawda?

Skomunizowałem brwi. — Vespera to moja przyjaciółka z dzieciństwa. Była najlepszą przyjaciółką Selene. Jest jedyną osobą, która rozumie, przez co przechodzę, więc rozmawiamy. I co z tego? Ona by nie…

— To moja siostra, Kael, co oznacza, że ją znam. — Jaxon posłał mi wymowne spojrzenie. — Daj spokój, człowieku. Otwórz te cholerne oczy. Myślisz, że ona nie ma w tym własnego interesu?

Nienawidziłem faktu, że część mnie się z tym zgadzała. Vespera zachowywała się ostatnio dziwnie.

Ale co, jeśli Vespera wiedziała coś, czego ja nie wiedziałem? Co jeśli…

Nie. Nie zamierzałem iść tą drogą.

Odwróciłem się od Jaxona i podszedłem do balkonu, wpatrując się w ciemniejące niebo. Ciężar wszystkiego przytłaczał mnie — śmierć Selene, niechciane małżeństwo, duszące obowiązki. A teraz Elie, budząca we mnie coś, czego nie chciałem uznać.

Jaxon nie powiedział nic więcej, wychodząc; wiedziałem, że przyszedł tu tylko po to, by wyłożyć kawę na ławę. Palant.

Wiedział dokładnie, jak wyprowadzić mnie z równowagi, bo mnie znał.

A jeśli on widział, że dzieje się ze mną coś innego, gdy chodziło o Elie, to…

Przed oczami mignął mi obraz niej z dnia naszego ślubu. Wyglądała na taką drobną, stojąc obok mnie; jej ciemne, nieokiełznane loki, które nie utrzymały się w eleganckim koku, opadały na ramiona, obramowując twarz, która była zbyt delikatna.

Jej duże, sarnie oczy — zazwyczaj czujne — były tamtego dnia mętne, rozbiegane, a jej kroki niepewne, jakby chwiała się na krawędzi przepaści. Uznałem, że jest pijana, bezwstydnie pijana, niezdolna znieść myśli o wyjściu za mnie.

A jednak, nawet wtedy, była piękna.

Jedwabista biała suknia opinała ją we wszystkich właściwych miejscach. Miała ciało jak żadna inna — pełne tam, gdzie trzeba. Boże, Selene była jej starszą siostrą, a nawet ona nie miała ciała jak…

Stop. Musiałem przestać myśleć o Elowen.

Ale to ta niewinność bijąca od niej zbiła mnie z tropu najbardziej. Była nietknięta. Czysta.

Szczęka mi drgnęła na tę myśl.

Nie miałem prawa o to dbać, ale świadomość, że nigdy przedtem z nikim nie była — że jej pierwszy raz należałby do mężczyzny, który nią gardzi — sprawiła, że coś mrocznego i zaborczego drgnęło w mojej piersi.

Odegnałem tę myśl, krzywiąc się. To wszystko nie miało znaczenia. Była dla mnie nikim. Zabiła Selene. Zabrała jedyną osobę, której pragnąłem. Więc dlaczego, do diabła, mój wilk wyrywa się we mnie za każdym razem, gdy ona choćby odetchnie?

Nie mogę tego robić. Nie mogę tu stać i czuć czegokolwiek wobec niej. Nie wtedy, gdy Selene nie żyje przez nią.

Nienawidziłem jej. Musiałem jej nienawidzić.

Bo jeśli nie, to co, do cholery, miałem zrobić z tymi uczuciami?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Rozdział 6 - Uciszyć Kallisto: Przeznaczony żal Alfy | StoriesNook