Zenios nawet nie spojrzał na Sotirię. Po prostu uniósł palec i wskazał w prawo, przed siebie.
– Tam są drzwi. Nie będę cię odprowadzał.
– Dobrze…
Sotiria bezradnie wykrzywiła usta. Wzięła cichy wdech i ruszyła do drzwi.
Właśnie przestało padać. Jasny promień słońca przedzierał się przez ponure chmury. Sotiria, która dotarła już na dziedziniec, nie mogła się powstrzymać i odwróciła się, by spojrzeć






