Atmosfera w pokoju była napięta, a słowa Everly wciąż wybrzmiewały w powietrzu. Pani Blackthorne zamarła, a na jej twarzy malowała się mieszanka szoku i gniewu. Desmond natomiast milczał, wciąż obejmując Everly w talii.
– Jak śmiesz! – wykrztusiła w końcu pani Blackthorne, a jej głos drżał z wściekłości. – Ty bezczelna mała...
– Matko – przerwał jej Desmond stanowczym głosem. – Myślę, że czas, aby






