W podziemnej celi było wilgotno, a powietrze przesycone było odorem pleśni i rdzewiejącego metalu. Conrad jęknął, gdy Jaxon i dwóch ludzi Desmonda wywlekli go z bagażnika; jego bezwładne ciało ledwo było w stanie utrzymać własny ciężar. Desmond stał u wejścia do celi z założonymi rękami, a jego twarz była nieprzenikniona, poza błyskiem wściekłości w oczach.
– Obudźcie go – rozkazał Desmond głosem






