Noc gęstniała, rzucając długie cienie na posiadłość Desmonda. Jego umysł wirował pod ciężarem zemsty, a każda myśl była ostrzejsza od poprzedniej. Gdy wpatrywał się w okno swojego gabinetu, nikłe światło księżyca ledwo przebijało się przez mroczne niebo. Czuł to — ciszę przed burzą. Abram tam był, a konfrontacja stała się nieunikniona. Ale Desmond nie należał do ludzi, którzy działają w pośpiechu.






