Vander szedł długimi, wijącymi się kamiennymi korytarzami Karmazynowego Księżyca i starał się ze wszystkich sił nie zwymiotować. Nazwanie warunków, w jakich żyli więźniowie, skandalicznymi byłoby tak drastycznym niedopowiedzeniem, że wymagałoby niezdrowej dawki dysonansu poznawczego, by w ogóle je wypowiedzieć.
Obiekt był duży, o wiele większy, niż wymagała tego obecna liczba osadzonych. Dlatego n






