Harper
Wiatr na zewnątrz znów ucichł, pozostawiając chatę spowitą w tej samej gęstej ciszy.
Snop światła z latarki Gavina omiótł ściany, ukazując rzędy śladów pazurów wyrytych w drewnie — płytkich, ale celowych. Zbyt czystych, by mogły być przypadkowe.
— Walczyła — wymruczał pod nosem Declan.
— Albo czegoś broniła — dodałam cicho.
Powietrze wokół mnie wciąż lekko wibrowało, jakby to, czego dotknęł






