Harper
Declan szedł przodem z nożem w dłoni, a jego ramiona były napięte pod koszulą. Co chwilę zerkał za siebie, by upewnić się, że tam jestem; jego spojrzenie było ostre, lecz nieprzeniknione. Trzymałam się blisko, tak jak mi kazał, muskając palcami jego rękaw, bo jakimś cudem fakt, że mogłam go czuć, sprawiał, że mrok był mniej duszny.
Nie odeszliśmy daleko — może z piętnaście metrów — gdy prze






