Harper
Gavin nie odpowiedział od razu. Wiódł wzrokiem po żłobieniach kręgu, jakby tłumaczył język znany tylko wiedźmom. Płomień latarni zamigotał, a cienie zatańczyły na mokrym kamieniu.
Wtedy powiedział cicho:
— Coś, co nigdy nie miało się obudzić.
Uścisk Declana na latarni zacisnął się jeszcze mocniej.
— W takim razie dlaczego to buczy?
Bo buczało.
Dźwięk zaczął się tak cicho, że myślałam, iż






